Jedne buty kosztują 300 złotych i po kilku sezonach nadal wyglądają świetnie. Inne kosztują trzy razy więcej, a po roku nadają się jedynie na półkę. Czy naprawdę trzeba wydawać fortunę, żeby dobrze wyglądać? I dlaczego uważam, że kolekcja butów może być ważniejsza od kolekcji koszul, spodni czy marynarek?
Buty, które kupiłem dwadzieścia lat temu
W 2006 roku miałem 24 lata i przygotowywałem się do ślubu. Potrzebowałem eleganckich butów. Nie byle jakich. Chciałem czegoś wyjątkowego, co będzie pasowało do charakteru uroczystości i jednocześnie zrobi na mnie naprawdę dobre wrażenie. Znalazłem je w salonie Próchnika.
Czarne, lakierowane derby. Piękny, ponadczasowy fason, świetne wykonanie i coś trudnego do zdefiniowania, co sprawiło, że od pierwszej chwili wiedziałem, że właśnie takich butów szukam. Kosztowały 800 złotych.

Dzisiaj może to nie robić aż takiego wrażenia, ale w 2006 roku była to naprawdę poważna kwota. Zwłaszcza dla młodego człowieka. Kupiłem je bez wahania. I wiecie co? Mam je do dzisiaj.
Oczywiście widać po nich upływ czasu. Nie są już tak świeże jak dwadzieścia lat temu, ale nadal uważam je za piękne. Ich krój właściwie się nie zestarzał. Od czasu do czasu nadal zakładam je do eleganckich stylizacji.
Czy kupiłbym dzisiaj kolejne lakierowane derby? Raczej nie. Mój gust i potrzeby się zmieniły. Ale tamtego zakupu nie żałuję ani trochę.
Można byłoby w tym miejscu wygłosić piękną przemowę o tym, że warto inwestować w drogie obuwie, bo jakość zawsze się opłaca.Tylko że nie byłaby to prawda. Przynajmniej nie cała.
Przez kolejne lata kupiłem mnóstwo innych butów. Niektóre były drogie, świetnie wyglądały i szybko mnie rozczarowały. Inne kosztowały znacznie mniej, a mimo intensywnego użytkowania służyły mi przez wiele sezonów.
Dlatego dzisiaj wiem jedno.
Cena, jakość, trwałość i wygoda to cztery różne rzeczy. I tylko wtedy, kiedy spotykają się w jednej parze butów, możemy mówić o naprawdę udanym zakupie.
Dlaczego buty są ważniejsze, niż większości mężczyzn się wydaje?
Możesz mieć fantastyczną koszulę, dobrze dopasowane spodnie i świetną marynarkę. Ale wystarczy, że założysz do nich nieodpowiednie buty, żeby cały efekt diabli wzięli. Obuwie jest jednym z tych elementów garderoby, które najmocniej wpływają na charakter stylizacji.
Wyobraź sobie granatowe chinosy, białą koszulę i beżową marynarkę. Załóż do tego białe, minimalistyczne sneakersy. Otrzymasz nowoczesny, swobodny zestaw. Zamień je na brązowe derby. Całość natychmiast stanie się bardziej elegancka. Teraz spróbuj granatowych, zamszowych mokasynów. Powstanie stylizacja lekka, letnia, doskonała na wakacyjny wieczór.

Te same ubrania. Trzy różne wrażenia. Zmieniły się wyłącznie buty.
Właśnie dlatego uważam, że dobrze przemyślana kolekcja obuwia jest równie ważna, a czasem nawet ważniejsza niż kolekcja spodni, koszul czy marynarek.
Nie chodzi o ilość. Chodzi o możliwości, które dają nam poszczególne pary.
Jest jeszcze kwestia pierwszego wrażenia.
Nieraz słyszałem od kobiet, że zwracają u mężczyzn szczególną uwagę na dłonie i buty. Trudno traktować to jako uniwersalną regułę dotyczącą wszystkich kobiet, ale sama obserwacja wydaje mi się bardzo trafna. Zadbane dłonie i czyste, dobrze dobrane buty potrafią sporo powiedzieć o podejściu człowieka do własnego wyglądu.
A brudne, zniszczone obuwie? W oczach wielu pań to dyskwalifikacja zawodnika.
Nawet jeśli reszta stylizacji wygląda świetnie.
Osiem par butów. Absolutne minimum mężczyzny z klasą
Kiedy tworzyliśmy mój wcześniejszy poradnik o budowaniu męskiej garderoby, zaproponowałem kolekcję ośmiu par butów. Dzisiaj nadal uważam, że to rozsądny punkt wyjścia. Ale zaznaczę od razu: osiem par to minimum, a nie idealna liczba.
W praktyce widzę, że wielu mężczyzn nie posiada nawet takiej kolekcji. Najczęściej mają jedne sportowe buty do wszystkiego, czasem drugą parę na zimę i jakieś eleganckie półbuty, które wyciągają z szafy dwa razy w roku. A przecież nie trzeba posiadać trzydziestu par, żeby odpowiednio ubrać się na niemal każdą okazję.
Wystarczy osiem, pod warunkiem że będą rozsądnie dobrane.
Moja podstawowa ósemka
| Rodzaj butów | Kolor | Główne zastosowanie |
|---|---|---|
| Minimalistyczne sneakersy | Biały | Codzienne, swobodne stylizacje od wiosny do jesieni |
| Minimalistyczne sneakersy | Czarny | Codzienne zestawy w ciemniejszej kolorystyce |
| Klasyczne derby | Czarny | Eleganckie okazje, stylizacje formalniejsze |
| Klasyczne derby | Brązowy | Elegancja codzienna, marynarki, chinosy |
| Sztyblety | Czarny | Jesień i zima, eleganckie stylizacje |
| Sztyblety | Brązowy | Jesień i zima, ciepłe zestawienia kolorystyczne |
| Mokasyny | Szary zamsz | Wiosna i lato, swobodne oraz półeleganckie okazje |
| Buty w stylu Summer Walk | Granatowy zamsz | Ciepłe dni, letnia elegancja |
Kolory dwóch ostatnich par można oczywiście zamienić miejscami. Ważne jest samo połączenie szarości i granatu. Dlaczego właśnie taki zestaw?
Białe i czarne sneakersy obsługują nam większą część roku. Od wiosny do jesieni są niezwykle praktyczne, a przy sprzyjającej pogodzie sprawdzą się nawet podczas łagodnej, suchej zimy.
Klasyczne derby w brązie i czerni pozwalają ubrać się elegancko praktycznie na każdą okazję. Ich jesienno-zimowym odpowiednikiem są sztyblety, które zapewniają bardziej odpowiedni charakter i lepszą ochronę w chłodniejszych miesiącach.
Pozostają jeszcze ciepłe dni, kiedy ciężkie skórzane półbuty przestają być najprzyjemniejszym wyborem. Tutaj wchodzą mokasyny i lekkie buty zamszowe.
Osiem par. Cztery podstawowe rodziny fasonów. Możliwość komponowania dziesiątek stylizacji przez cały rok. Oczywiście pod warunkiem że pozostałe elementy garderoby również zostały rozsądnie dobrane.

Dlaczego na lato wybrałbym szarość i granat?
W polskich sklepach z męskim obuwiem wybór kolorów nadal potrafi być dość przewidywalny. Czerń i brąz. Czasem kolejny odcień brązu. I jeszcze jeden. To oczywiście kolory niezwykle praktyczne, szczególnie w klasycznych butach całorocznych.
Ale wiosna i lato pozwalają na znacznie więcej. Dlatego tutaj osobiście stawiam na szary i granatowy zamsz. Oba kolory świetnie ze sobą współpracują i znakomicie uzupełniają podstawową męską garderobę. Szare buty dobrze wyglądają z białymi, czarnymi, szarymi i granatowymi spodniami. Granatowe również dają sporo możliwości, a dodatkowo bardzo dobrze komponują się z beżem. Dzięki temu, nawet posiadając zaledwie kilka par spodni, możemy tworzyć wiele różnych zestawień.
A dlaczego nie beżowy zamsz? Bo choć potrafi wyglądać przepięknie, z mojego doświadczenia jest wyjątkowo niewdzięczny w codziennym użytkowaniu. Bardzo łatwo go zabrudzić i znacznie trudniej utrzymać w dobrym stanie niż szarość i granat. Dlatego przy ograniczonej kolekcji zdecydowanie wolę bardziej praktyczne kolory.
Nie kupuję butów wyłącznie dlatego, że są piękne. Kupuję takie, które da się połączyć z resztą garderoby.
To zasadnicza różnica.
Dwanaście par? Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa
Osiem par to dobra baza. Ale gdybym miał rozszerzyć tę kolekcję do dwunastu, od razu pojawiłyby się kolejne ciekawe możliwości.
Dodałbym:
- Chukka, najlepiej zamszowe, na jesień i chłodniejsze dni – do dżinsów, chinosów i sztruksu.
- Sandały, na najgorętsze letnie dni i swobodne okazje – do lnianych spodni i szortów.
- Monki, czyli eleganckie półbuty z charakterystycznymi klamrami, kiedy chcę czegoś mniej oczywistego.
- Loafersy, dla większej różnorodności letnich i półeleganckich stylizacji – jasne zamszowe na ciepłe i suche dni, ciemne, licowe pasuje również wiosną i jesienią oraz na wieczory.

Czy można bez nich żyć? Oczywiście.
Tak samo można mieć dwie koszule, jedną marynarkę i jedne spodnie. Tylko po co ograniczać sobie przyjemność tworzenia ciekawych stylizacji, jeżeli mamy możliwość rozsądnego rozwijania garderoby? Nie jestem zwolennikiem bezmyślnego kupowania. Ale lubię mieć wybór.
Lubię też sytuację, kiedy zakładam konkretny zestaw ubrań, dobieram do niego odpowiednie buty i nagle wszystko zaczyna idealnie ze sobą współgrać. A czasem wystarczy zmienić obuwie na inne, żeby ta sama stylizacja kompletnie zmieniła (straciła) swój charakter.
To właśnie pokazuje, jak wielkie znaczenie mają buty.
Najważniejsza cecha butów? Wygoda. Bez żadnych kompromisów.
Kiedyś zdarzało mi się kupować piękne, eleganckie buty wysokiej jakości, które później stawały się zwykłymi ozdobami półki. Dlaczego? Bo nie dało się w nich chodzić. Obcierały, uciskały albo po prostu źle leżały na stopie. Czasem człowiek próbuje się przekonywać, że to tylko kwestia czasu. Że skóra się rozciągnie. Że buty się rozejdą. Że za kilka tygodni będą idealne. Dzisiaj już w to nie wierzę. A przynajmniej nie na tyle, żeby ryzykować kolejny nieudany zakup.
Owszem, skórzane buty mogą z czasem nieco zmięknąć i dopasować się do stopy. Można je od początku traktować parownicą i prawidłami. Ale to wcale nie musi to rozwiązać problemu. Co więcej, często nie mają nawet kiedy się rozchodzić. Bo skoro obcierają, to ich nie nosimy. A skoro ich nie nosimy, to nie mają okazji się dopasować. Proste.
Zawsze przymierzam oba buty
To kolejna rzecz, której nauczyło mnie doświadczenie. Żadne dwie stopy nie są idealnie takie same. Różnią się minimalnie długością, szerokością, podbiciem czy kształtem. Do tego dochodzą niewielkie różnice w wykonaniu samych butów. Dlatego nigdy nie oceniam wygody po przymierzeniu tylko jednego. Zakładam oba. Przechodzę się po sklepie. Sprawdzam, czy coś nie uciska, nie obciera, nie przeszkadza. I jeżeli tylko mam zastrzeżenia, odpuszczam zakup. Wybór butów jest dzisiaj zbyt duży, a wygoda zbyt ważna, żeby podejmować takie kompromisy. Zwłaszcza że obuwie często nosimy przez większą część dnia.
Nie kupuję butów z nadzieją, że kiedyś staną się wygodne. Kupuję takie, które są wygodne od początku.
Skóra naturalna. Dla mnie warunek konieczny
Jest jeszcze jeden element, który zawsze sprawdzam podczas zakupów. Materiał. Bo dzisiaj bardzo łatwo kupić buty, które wyglądają na skórzane, ale w rzeczywistości wykonane są z materiałów syntetycznych. I nie dotyczy to wyłącznie taniego obuwia. Można spotkać takie modele również w ofercie znanych marek. Dlatego wygląd nie wystarcza. Trzeba sprawdzić oznaczenia materiałowe.
W moim przypadku zasada jest jednoznaczna: nigdy nie kupuję butów ze skóry syntetycznej. Zależy mi na naturalnej skórze i komforcie, jaki daje mi podczas użytkowania. Materiały syntetyczne akceptuję przede wszystkim w podeszwach. Oczywiście inaczej wygląda kwestia specjalistycznego obuwia oraz sportowego. Ale o nim nie rozmawiamy.
Szczególną uwagę zwróciłbym na wnętrze butów. Bo sama skórzana cholewka nie oznacza jeszcze, że również podszewka i wyściółka zostały wykonane ze skóry.
Jeżeli masz problemy z nadmierną potliwością stóp lub nieprzyjemnym zapachem obuwia, warto zacząć od sprawdzenia materiałów, z którymi Twoja stopa ma kontakt. Oczywiście nie każdy taki problem wynika z rodzaju obuwia, ale jego przewiewność i zdolność odprowadzania wilgoci mogą mieć duże znaczenie.
Jakość nie zawsze oznacza trwałość
Dobrą skórę często rozpoznaję już podczas pierwszego kontaktu. Po dotyku, elastyczności, wyglądzie i sposobie wykończenia. Lata doświadczeń sprawiają, że bardzo szybko potrafię wstępnie ocenić, czy mam do czynienia z czymś dobrze wykonanym.
Ale tutaj pojawia się kolejna pułapka. Nie każda doskonała skóra będzie trwała. Niektóre materiały są piękne, miękkie i luksusowe, ale jednocześnie wymagają bardzo delikatnego traktowania. Jak kaszmirowy sweterek.
A przecież buty służą do chodzenia. Zazwyczaj.
Dlatego kupując obuwie, zawsze szukam równowagi między jakością materiałów a ich odpornością na codzienne użytkowanie – szczególnie zagięcia i zadrapania. Nie zawsze da się to przewidzieć. Czasami para, która zapowiadała się świetnie, rozczarowuje już po jednym sezonie. Innym razem buty kupione bez wielkich oczekiwań potrafią służyć przez lata.
Marki, z którymi mam własne doświadczenia
Przez lata wyrobiłem sobie określone opinie o producentach. Wojas kojarzy mi się przede wszystkim z trwałością. Geox z wygodą. Lloyd z udanym połączeniem jednego i drugiego. Z kolei Aldo często oferuje ciekawy design i niezłą trwałość, ale moje doświadczenia z wygodą tych butów nie są najlepsze. Wittchen? Tutaj bywa loteria. Miałem modele bardzo udane, ale również takie, które wyraźnie rozczarowały mnie jakością lub komfortem. Nie oznacza to oczywiście, że każda para wymienionych marek będzie zachowywała się tak samo. To moje osobiste doświadczenia, wynikające z konkretnych zakupów. I właśnie dlatego nie kupuję już butów wyłącznie na podstawie logo producenta. Nawet jeżeli markę bardzo lubię.
Nie kupuj najdroższych butów do najcięższej eksploatacji
Mam jeszcze jedną zasadę zakupową, która może wydawać się przewrotna. Nie wydaję najwięcej na buty, które noszę najczęściej. Przynajmniej nie zawsze.
Dobrym przykładem są białe sneakersy. Noszę je bardzo często. Są wygodne, praktyczne i pasują do wielu codziennych stylizacji. Ale z moich doświadczeń wynika, że czas ich atrakcyjnego wyglądu jest dość ograniczony. Bez względu na to, czy kosztują 300 czy 1000 złotych. Biała skóra szybko zdradza ślady użytkowania. Zabrudzenia, zadrapania, przetarcia od sznurowadeł.
Nawet bardzo dobre sneakersy po niezbyt intensywnym noszeniu zaczynają wyglądać na zmęczone. Dlatego wolę kupić rozsądnie wycenioną parę i częściej ją wymieniać. Zupełnie inaczej podchodzę do eleganckich skórzanych półbutów.
Zwłaszcza do modeli ponadczasowych, które zamierzam użytkować przez wiele lat. Tutaj dobry materiał, solidna konstrukcja i możliwość naprawy potrafią uzasadnić większy wydatek. Jeszcze większe znaczenie ma to dla mnie w obuwiu jesienno-zimowym, narażonym na wilgoć, wodę i sól drogową.
Ale nie chodzi wyłącznie o odporność skóry. Liczy się także to, czy buty można później naprawić.
Zużyte fleki? Można wymienić. Zniszczony obcas? W wielu modelach da się go naprawić. Problem z podeszwą? Przy odpowiedniej konstrukcji również istnieją możliwości naprawy. W przypadku typowych sneakersów zakres takich prac jest zwykle znacznie bardziej ograniczony albo po prostu nieopłacalny.
Dlatego nie patrzę wyłącznie na cenę zakupu.
Zastanawiam się, jak długo będę chciał nosić te buty: czy za kilka lat nadal będzą „aktualne” i czy będę mógł je naprawić w razie potrzeby
Zamsz jest piękny. Ale trzeba się nim opiekować.
Bardzo lubię zamszowe buty. Szczególnie w szarości, granacie i ciepłych odcieniach brązu. Potrafią nadać stylizacji niezwykłej lekkości i elegancji. Ale nie polecam ich każdemu – szczególnie jasnych wersji. Zamsz wymaga pielęgnacji. Trzeba usuwać zabrudzenia, wyczesywać kurz, odświeżać kolor i zabezpieczać materiał przed wodą.
Do usuwania drobnych zabrudzeń przydają się specjalne gumki oraz szczotki przeznaczone do zamszu. Ja korzystam również z renowatorów koloru i impregnatów, szczególnie przy butach przeznaczonych na jesień. Podczas przechowywania wypełniam zamszowe buty papierem, żeby zachowywały odpowiedni kształt.
Z klasycznymi butami ze skóry licowej mam znacznie mniej zachodu. Przechowuję je na prawidłach i regularnie stosuję odpowiednie preparaty pielęgnacyjne. Dla drogich butów stosuje produkty Saphir. Z mojego doświadczenia do większości jednak dobrze sprawdzają się kosmetyki polskiej marki Cocciné. Używam ich od dawna i obecnie nie mam potrzeby eksperymentowania z innymi. , Lubię stosować tłuszcz do odpowiednich rodzajów skór licowych, ponieważ dobrze je odżywia.
Trzeba jednak uważać. Nie każda skóra wymaga takiej pielęgnacji, a tłuszcz zmienia wygląd buta wyraźnie przyciemniając – szczególnie kolorowe obuwie. Dlatego zawsze warto dobierać kosmetyk do konkretnego materiału.
I jeszcze jedna sprawa.
Buty muszą odpoczywać. Nie noszę codziennie tej samej pary. Szczególnie latem, kiedy stopy bardziej się pocą. Przy obuwiu noszonym bez skarpet korzystam również ze sprayu z nanosrebrem. Rotacja i odpowiednia higiena pomagają mi utrzymywać buty w dobrym stanie. Ale jeżeli nie masz ochoty poświęcać czasu na pielęgnację zamszu, po prostu go nie kupuj.
Naprawdę. Piękne buty, o które nikt nie dba, bardzo szybko przestają być piękne.
Trzy rzeczy, które najbardziej rażą mnie w męskim obuwiu
Przyglądając się męskim stylizacjom, najczęściej dostrzegam trzy podstawowe błędy.
1. Adidaski i Najkusie do wszystkiego
Mam wrażenie, że wielu mężczyzn uznało, iż jedna para sportowych butów nadaje się na każdą okazję.
To jest plaga polskich ulic. Do pracy. Do restauracji. Na spotkanie. Do marynarki. A czasami nawet do garnituru. Nie zrozumcie mnie źle. Lubię sneakersy. Sam uważam, że są niezbędnym elementem współczesnej garderoby.
Ale czym innym są minimalistyczne, skórzane sneakersy w dobrze przemyślanej stylizacji, a czym innym typowe sportowe buty do biegania czy koszykówki. Takie z szybkami, wentylkiem, poduszką powietrzną i podeszwą w kształcie statku kosmicznego. Do tego błyszczące elementy stylizacyjne i kolorowe dekory.
Noszone na co dzień, lub o zgrozo, założone do eleganckich ubrań tylko dlatego, że akurat stoją pod drzwiami.
Sportowe buty są świetne. Do sportu.
A codzienna stylizacja zasługuje na trochę więcej uwagi i męskości.
2. Buty w zupełnie przypadkowym kolorze
Niebieski sweter. Brązowe spodnie. Czarne buty. Każdy z tych elementów osobno może wyglądać świetnie. Ale w takim zestawieniu coś często przestaje mi się zgadzać. Oczywiście nie twierdzę, że czerni, brązu i granatu nie wolno ze sobą łączyć. W modzie nie chodzi o mechaniczne przestrzeganie zakazów. Chodzi o harmonię. Buty powinny współpracować z pozostałymi elementami garderoby. Mogą kolorystycznie nawiązywać do spodni. Mogą łączyć się ze swetrem, marynarką albo innym dodatkiem. Nie muszą być identyczne. Ale powinny wyglądać tak, jakby znalazły się w stylizacji nieprzypadkowo.
3. Brudne, zniszczone buty
Ten błąd razi mnie najbardziej. Naprawdę nie rozumiem, jak można zadbać o koszulę, spodnie, fryzurę, zegarek i perfumy, a potem wyjść z domu w zaniedbanym obuwiu. Buty są wizytówką mężczyzny. I wcale nie trzeba kupować drogich, żeby ta wizytówka wyglądała dobrze. Wystarczy o nie dbać. Przy okazji zwrócę uwagę na szczegół, o którym rzadko się mówi.
Sprawdzajcie pięty swoich butów.
Szczególnie jeżeli dużo jeździcie samochodem. Podczas prowadzenia auta tylna część buta ociera się o podłogę i dywanik. Zdarza się, że z przodu obuwie nadal wygląda znakomicie, a z tyłu skóra lub wykończenie pięty są już mocno wytarte. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza przy eleganckich derby i sztybletach.
Osobom spędzającym dużo czasu za kierownicą mogą przydać się również buty zaprojektowane specjalnie do prowadzenia samochodu, z odpowiednio wykończoną tylną częścią podeszwy.
Czy warto kupować eleganckie buty przez internet?
Oczywiście. Sam robię to regularnie. Co więcej, niektóre interesujące mnie marki są dla mnie praktycznie dostępne wyłącznie w ten sposób. Dobrymi przykładami są Pikolinos i Fabi. Nie spotykam ich w odwiedzanych przeze mnie stacjonarnych salonach obuwniczych, więc internet jest naturalnym sposobem poznawania i kupowania ich kolekcji.
Ale jest pewien warunek. Lubię wiedzieć, czego mogę się spodziewać po danym producencie. Jeżeli znam markę, miałem już jej buty i wiem, jak wypadają rozmiarowo oraz pod względem wygody, ryzyko nieudanego zakupu jest dla mnie znacznie mniejsze. Dlatego rzadko zdarza mi się odsyłać kupione pary. Jednocześnie sama możliwość zwrotu jest ważna. Daje spokój i pozwala bez niepotrzebnego stresu sprawdzić buty w domu, oczywiście bez rozpoczynania ich normalnego użytkowania.
Nie kieruję się przy tym przekonaniem, że internet zawsze oznacza niższe ceny. W ostatnim czasie coraz rzadziej widzę różnice pomiędzy cenami w sklepach firmowych i ich ofertą internetową. Dla mnie najważniejsze są więc szeroki wybór, dostępność interesujących modeli i wygoda zakupów.
A kiedy już buty przyjdą? Obowiązuje ta sama zasada co w sklepie. Zakładam oba. Sprawdzam dopasowanie. Jeżeli nie są wygodne, nie próbuję przekonywać samego siebie, że kiedyś będzie lepiej. Po prostu rezygnuję.
Nie potrzebujesz stu par. Potrzebujesz dobrego wyboru.
Po wielu latach kupowania i noszenia rozmaitych butów mam coraz większe przekonanie, że dobra kolekcja nie powinna powstawać przypadkiem. Tak samo jak dobra garderoba. Nie chodzi o to, żeby kupować kolejne pary, bo akurat są na promocji. Nie chodzi również o to, żeby posiadać wszystkie możliwe fasony. Chodzi o świadomy wybór.
Osiem dobrze dobranych par może wystarczyć na cały rok. Dwanaście pozwoli jeszcze ciekawiej eksperymentować ze stylizacjami. Ale nawet najpiękniejsza kolekcja nie będzie wiele warta, jeśli połowa butów okaże się niewygodna, druga połowa nie będzie pasować do ubrań, a wszystkie razem będziemy zaniedbywać.
Dlatego wracam do wspomnienia moich czarnych lakierowanych derby Próchnika. Kupiłem je dwadzieścia lat temu. Zapłaciłem dużo, ale dostałem coś, co przetrwało próbę czasu. Nie dlatego, że były drogie. Dlatego, że były piękne, dobrze wykonane, ponadczasowe i przez lata odpowiednio użytkowane. Dzisiaj wiem również, że nie każdy drogi zakup kończy się równie dobrze. I właśnie dlatego zamiast mówić mężczyznom „kupujcie drogie buty”, wolę powiedzieć coś innego.
Kupujcie buty, które naprawdę chcecie nosić. Które pasują do Waszego życia, garderoby i stóp. Które potraficie pielęgnować i których nie będziecie żałować za kilka lat.
Bo dobre buty nie mają tylko dobrze wyglądać na sklepowej półce. Mają sprawiać, że to Ty będziesz dobrze wyglądał, kiedy w nich wyjdziesz.
