Czy można przesadzić z elegancją? Oczywiście. Ale znacznie częściej widuję mężczyzn, którzy popełniają odwrotny błąd. Na wesele, bankiet czy uroczystą kolację przychodzą ubrani tak, jakby na chwilę tylko wyskoczyli z chaty do paczkomatu. I chociaż wszyscy uczestniczą w tym samym wydarzeniu, każdy zdaje się rozumieć jego charakter zupełnie inaczej. Jak więc ubierać się stosownie do okazji, nie popadając ani w przesadę, ani w bylejakość? Mam na to kilka prostych zasad.

Elegancja zaczyna się w głowie, nie w szafie

Wyobraź sobie dobrze zaopatrzoną lodówkę. Masz w niej świetne mięso, świeże warzywa, doskonałe sery i mnóstwo innych produktów. W szufladzie czekają przyprawy. Wszystko, czego potrzebujesz, żeby przygotować znakomite danie. Możesz zrobić genialnego steka, idealnie doprawić go i podać z dodatkami dobranymi do okazji. Ale możesz też przygotować kwaśno-słonego steka z Nutellą na śniadanie.

Niby wykorzystałeś dobre składniki. Tylko co z tego, skoro efekt jest kompletnie nietrafiony?
Z ubraniami jest dokładnie tak samo.

Garderoba to nasza lodówka. Dodatki są przyprawami. A stylizacja jest daniem, które z nich przygotowujemy. Możesz mieć świetny garnitur, doskonałe buty i piękny zegarek. Możesz posiadać kilkanaście koszul, kilka marynarek i całkiem przyzwoitą kolekcję dodatków. Ale jeśli nie rozumiesz, co z czym połączyć i na jaką okazję założyć, sama zawartość szafy niewiele Ci pomoże.

Styl nie zaczyna się w szafie. Styl zaczyna się w głowie.

Właśnie dlatego tak duże znaczenie ma dla mnie umiejętność dopasowania ubioru do okoliczności. Nie wystarczy wiedzieć, w czym wyglądasz dobrze. Trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy ten dobry wygląd będzie odpowiedni.

Jedna impreza, dziesięć interpretacji elegancji

Najwięcej modowych nieporozumień obserwuję podczas wydarzeń, na których organizator nie określił poziomu formalności. Urodziny, firmowe imprezy, wesela, bale sylwestrowe czy prywatne przyjęcia.

Potrafi pojawić się tam mężczyzna w pięknym garniturze, drugi w marynarce i chinosach, trzeci w koszuli do jeansów, a czwarty w T-shircie i sportowych butach. Wszyscy uczestniczą w tej samej uroczystości. A jednak można odnieść wrażenie, że każdy wybierał się na zupełnie inne wydarzenie. Skąd ta rozbieżność?

Po części z różnic w guście. Po części z niewiedzy. Czasami z ograniczeń garderoby, ale często po prostu z braku zastanowienia. Wiele osób ubiera się według prostego schematu: zakładam to, w czym zazwyczaj chodzę, ewentualnie wybieram trochę lepszą wersję swoich codziennych ubrań.

Tylko że najlepsze jeansy i najczystsze sneakersy nadal pozostają jeansami i sneakersami. A uroczyste wydarzenie nie zawsze jest odpowiednim miejscem na codzienny strój.

Overdressed czy underdressed? Najpierw ustalmy, co to właściwie znaczy

Overdressed oznacza sytuację, w której jesteś ubrany zbyt formalnie w stosunku do okoliczności. Underdressed to sytuacja odwrotna. Twój strój jest zbyt swobodny jak na charakter wydarzenia. Proste? Teoretycznie.

Wyobraźmy sobie mężczyznę, który przychodzi na zwyczajnego grilla u znajomych w smokingu. Wygląda absurdalnie? Prawdopodobnie tak, chyba że robi to dla żartu. Jednocześnie trudno mi sobie wyobrazić, żeby takie sytuacje zdarzały się często. Ktoś, kto posiada smoking, zazwyczaj ma przynajmniej podstawową świadomość tego, kiedy powinien go zakładać.

Zupełnie inaczej wygląda problem niedostatecznej elegancji. Tutaj przykłady mogę mnożyć. Panowie w T-shirtach na eleganckich przyjęciach. Sportowe buty na uroczystych kolacjach. Jeansy i przypadkowa koszula na bankiecie. Marynarka, która najwyraźniej została uznana za wystarczający dowód świątecznego charakteru stroju.

Problem polega na tym, że dzisiaj dla wielu mężczyzn już samo założenie marynarki oznacza niemal szczyt formalności. A przecież marynarka nie jest automatycznie strojem eleganckim na każdą okazję. Ważne jest, z czym ją łączysz, jak wygląda cała stylizacja i dokąd się wybierasz.

Nie jestem overdressed tylko dlatego, że inni są ubrani gorzej

Zdarzało mi się wielokrotnie pojawiać na imprezach, podczas których byłem jednym z najbardziej elegancko ubranych mężczyzn. I zapewne jeszcze niejednokrotnie tak będzie. Czy czułem się z tym źle? Zupełnie nie.

Wręcz przeciwnie. Szczególnie kiedy pozostali panowie tworzyli całkiem niezłe tło, na którym moja stylizacja prezentowała się jeszcze lepiej. Nie będę ukrywał, że ma to swoje przyjemne strony. Zwłaszcza w mieszanym towarzystwie. Ale jest tutaj ważniejsze rozróżnienie. To niekoniecznie ja byłem overdressed. Być może to inni nie doszacowali poziomu elegancji odpowiedniego dla wydarzenia.

Nie zamierzam brać na siebie czyjegoś wstydu tylko dlatego, że zadbałem o wygląd bardziej niż reszta towarzystwa.

Jeżeli charakter wydarzenia uzasadnia elegancki strój, to właśnie taki zakładam. Nie obniżam swoich standardów, żeby dopasować się do najsłabiej ubranych uczestników. Bo przecież o stosowności ubioru nie powinna decydować średnia elegancja obecnych mężczyzn. Powinna decydować okazja. Można wyglądać bardziej elegancko niż wszyscy wokół i nadal być ubranym właściwie.

Black Tie, czyli czarny krawat. A jak nie ma czarnego, to może być granatowy?

Bywałem na wielu eleganckich bankietach i niestety muszę powiedzieć, że nawet wyraźny zapis Black Tie na zaproszeniu nie gwarantuje dzisiaj spotkania choćby jednego smokingu. Oczywiście wiele zależy od rodzaju wydarzenia i jego prestiżu. Ale mam wrażenie, że w Polsce nie przywiązujemy szczególnie dużej wagi do formalnych wymagań dotyczących ubioru.

Niektórzy mężczyźni traktują oznaczenie Black Tie niemal dosłownie. Czarny krawat? Dobrze, założę czarny. Nie mam czarnego? Może być jakiś ciemny. Do tego garnitur – ten, który akurat wisi w szafie. Bo kto dzisiaj ma smoking?

Brzmi zabawnie, ale dobrze pokazuje, jak bardzo oddaliliśmy się od tradycyjnych zasad formalnego ubioru. W klasycznej etykiecie Black Tie oznacza smoking, odpowiednią koszulę, czarną muchę i eleganckie wieczorowe obuwie. Nie jest synonimem czarnego krawata do zwykłego garnituru. A jednak we współczesnej praktyce zwykły garnitur bardzo często zastępuje smoking.

I wcale nie jestem przekonany, że zawsze należy z tym walczyć.

Smoking stał się ubraniem na jedną okazję w życiu?

Spójrzmy na to uczciwie: jak często przeciętny mężczyzna uczestniczy w wydarzeniu, na które naprawdę potrzebuje smokingu? Raz na kilka lat? Raz w życiu? A może nigdy?

Dla wielu panów jedyną okazją do założenia smokingu pozostaje własny ślub. Niektórzy wybierają go właśnie po to, żeby wyróżnić się na tle pozostałych mężczyzn, w tym świadka. Później smoking trafia do szafy. Mijają lata. Zmienia się sylwetka. A okazji, żeby ponownie go założyć, wciąż nie ma. Trudno się więc dziwić, że mężczyźni nie garną się do kupowania takich ubrań. Tym bardziej że smoking nie jest ciuchem, który znajdziemy w wielu wariantach w każdym sklepie z męską odzieżą. Zwykłych garniturów mamy ogromny wybór. No powiedzmy ze ogromny. Ale smokingów znacznie mniejszy lub prawie wcale.

Oczywiście można je kupić, zamówić albo wypożyczyć. Ale czy każdy mężczyzna zaproszony na jedno formalne wydarzenie będzie chciał organizować sobie dodatkowy strój? Wątpię.

Zwłaszcza jeżeli wie, że na wejściu nikt nie będzie weryfikował jego ubioru. Mam nawet wrażenie, że prędzej nie wpuszczą Cię w sportowych butach do niektórych klubów niż na elegancki bal bez odpowiedniego stroju. I to pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze podejście do formalności.

Kiedyś garnitur był codziennością. Dzisiaj bywa odświętnym szczytem możliwości

Wystarczy spojrzeć na dawne fotografie miejskich ulic, restauracji czy spotkań towarzyskich, aby dostrzec, jak inaczej wyglądał kiedyś męski ubiór. Garnitur był w wielu środowiskach czymś zwyczajnym. Na uroczyste wydarzenia zakładano stroje o wyższym stopniu formalności.

Dzisiaj hierarchia w świadomości wielu mężczyzn wygląda zupełnie inaczej. Codziennością stał się T-shirt, bluza i sportowe buty. Marynarka z jeansami bywa strojem odświętnym. Garnitur zarezerwowany jest na wyjątkowe wydarzenia. A smoking?

Dla wielu mężczyzn pozostaje czymś niemal egzotycznym. Mam wrażenie, że samo słowo „smoking” jest bardziej kojarzone ze sklepem niż męskim ubraniem. Tym z akcesoriami do wapowania.

Nie oznacza to oczywiście, że formalna hierarchia ubioru rzeczywiście się zmieniła. Smoking nadal jest bardziej formalny od zwykłego garnituru. Zmieniły się natomiast nasze przyzwyczajenia i społeczne oczekiwania. Zasady pozostały, lecz okazji do ich stosowania jest mniej.

Dlatego mam w sobie pewną ambiwalencję. Z jednej strony żałuję zanikania dawnych standardów. Z drugiej rozumiem, że nie możemy udawać, iż współczesny mężczyzna żyje dokładnie tak samo jak jego dziadek.

Lepszy świetny garnitur niż kiepski smoking

Wyobraźmy sobie dwóch gości zaproszonych na elegancki bankiet. Pierwszy, chcąc koniecznie spełnić wymaganie Black Tie, kupuje najtańszą marynarkę smokingową, która źle na nim leży. Drugi przychodzi w pięknie dopasowanym, ciemnym garniturze, białej koszuli i znakomicie dobranych butach. Który wygląda lepiej?

Dla mnie odpowiedź jest prosta. Wybieram drugiego. Nie dlatego, że garnitur stał się formalnym odpowiednikiem smokingu. Nie stał się. Ale dlatego, że bardziej cenię rzeczywistą elegancję niż pozorne spełnienie wymagań. Jednocześnie rozumiem znaczenie tradycji.

Na balu dyplomatycznym czy wyjątkowo formalnym wydarzeniu oczekiwania będą inne niż podczas firmowej gali, na której organizator umieścił Black Tie bardziej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistej potrzeby. W takich sytuacjach warto poznać intencję gospodarza. A jeśli jest nim ktoś, kto dopuszcza elegancki garnitur, nie widzę powodu, żeby robić z tego problem.

Warto znać zasady, żeby móc stosować je świadomie. Nie po to, żeby bezmyślnie udawać ich przestrzeganie.

Dress code to umowa między gospodarzem a gościem

Gdybym sam organizował elegancki bal, zadbałbym o to, żeby goście odpowiednio wcześnie wiedzieli, czego od nich oczekuję. Nie ograniczyłbym się do enigmatycznego zapisu na zaproszeniu. Powiedziałbym wprost, jaki charakter ma wydarzenie, na jakim poziomie formalności mi zależy i dlaczego jest to dla mnie ważne.

Znam swoich znajomych. Wiem, kto potraktowałby sprawę poważnie, a z kim należałoby wcześniej porozmawiać. I właśnie dlatego wolę ustalić zasady przed wydarzeniem niż rozwiązywać nieporozumienia przy wejściu.

Nie jestem zwolennikiem radykalnego odsyłania gości do domu tylko dlatego, że ktoś przyszedł w nieodpowiedniej marynarce. Ale też nie uważam, że gospodarz powinien udawać, iż jego prośba nie miała znaczenia. Ważna jest komunikacja. Jeżeli uczestniczysz w czyimś wydarzeniu, uszanuj jego charakter. A jeżeli organizujesz przyjęcie, nie oczekuj od ludzi czytania w myślach.

Jest jednak jeszcze coś.

Nie należy mylić bronienia własnych standardów z upokarzaniem gości. Z bliskim znajomym można czasami pozwolić sobie na żart: „Nie masz odpowiedniego stroju, spoko – przedstawię Cię gościom jako obsługę”,

Ale dobry gospodarz powinien pamiętać, że jego zadaniem jest również sprawić, aby zaproszeni czuli się mile widziani. To także element savoir-vivre.

Moja zasada: lepiej trochę za elegancko niż trochę za swobodnie

Jest jeden praktyczny powód, dla którego zdecydowanie wolę ryzyko niewielkiego overdressed.
Poziom elegancji można często szybko obniżyć. Podnieść go na miejscu jest znacznie trudniej.

Masz na sobie marynarkę i koszulę, a okazuje się, że spotkanie jest bardziej swobodne, niż przypuszczałeś? Możesz zdjąć marynarkę. Rozpiąć guzik przy kołnierzyku. Podwinąć rękawy. Rozluźnić całą stylizację.

Oczywiście nie z każdego stroju da się w ten sposób zrobić zestaw casualowy. Smoking pozostanie smokingiem, nawet jeśli zdejmiesz jego marynarkę. Ale w wielu codziennych sytuacjach takie proste zmiany wystarczają.

A teraz odwrotna sytuacja. Przychodzisz w jeansach, T-shircie i sneakersach na przyjęcie, podczas którego większość mężczyzn ma eleganckie garnitury.

Co zrobisz? Wsadzisz T-shirt w spodnie? Otrzepiesz jeansy? Wytrzesz sneakersy serwetką? Nie ma prostego sposobu na podniesienie formalności takiego stroju. Pozostaje Ci zaakceptować sytuację albo wrócić do domu po odpowiednie ubrania. Dlatego kiedy nie jestem pewien charakteru wydarzenia, wolę delikatnie przeszacować poziom elegancji niż go nie doszacować.

Nie wiesz, jak się ubrać? Mam trzy proste wskazówki

W większości codziennych sytuacji nie dostajemy przecież zaproszenia z dokładnym opisem dress code’u. Mimo to można rozsądnie ocenić, jaki strój będzie odpowiedni. Mam na to własną metodę.

1. Ktoś Cię zaprasza? Podnieś poziom elegancji

Jeżeli idziesz na zamknięte przyjęcie, urodziny czy prywatną uroczystość, potraktuj ten fakt jako dodatkowy powód, żeby zadbać o wygląd. Nie musisz od razu zakładać garnituru. Ale warto wyglądać lepiej niż w przypadkowy wtorek.

2. Idziesz z kobietą? Podnieś poziom elegancji

Obecność partnerki jest dla mnie dodatkową motywacją do zadbania o własny wizerunek. Nie chodzi o obowiązek chodzenia pod krawatem. Chodzi o to, żeby wspólne wyjście było widoczne również w sposobie, w jaki się przygotowałeś. Nawet zwyczajny spacer po parku może być okazją, aby ubrać się odrobinę lepiej.

3. Jesteś zaproszony i idziesz z kobietą? Podnieś poziom jeszcze bardziej

Jeśli obie okoliczności występują razem, mam podwójny powód, żeby zadbać o elegancję. Z jednej strony okazuję szacunek gospodarzom. Z drugiej dbam o to, by dobrze prezentować się obok partnerki. To nie jest matematyczny przepis nakazujący zakładanie garnituru na każdy rodzinny grill. To zasada pomagająca podejmować lepsze decyzje. Punktem odniesienia nadal pozostaje charakter spotkania.

Ona wygląda zjawiskowo, a on jakby wyszedł po bułki

Nie ukrywam, że wyjątkowo razi mnie pewien obrazek, który spotykam zdecydowanie zbyt często. Elegancka, zadbana kobieta. Starannie dobrana sukienka. Odpowiednie buty. Fryzura, dodatki, czasami makijaż. Widać, że przygotowała się do wyjścia.

A obok niej stoi mężczyzna (trudno mi przechodzi tu słowo mężczyzna) Stoi facet, Na nim T-shirt. Jeansy. Sportowe buty. Całość wygląda tak, jakby ona wybierała się na uroczystą kolację, a on akurat wracał z zakupów. Z monopolowego.

Być może rzeczywiście postarał się bardziej niż zwykle. Założył najlepsze jeansy. Najładniejszy T-shirt. Najczystsze adidaski. Tylko że tego wysiłku praktycznie nie widać.

Nie twierdzę, że mężczyzna powinien zawsze dorównywać formalnością stroju partnerce. Są różne sytuacje i różne gusta. Ale jeśli oboje idą na wspólne, celowe wyjście, warto zadbać o spójność wizerunku.

Nie trzeba być ubranym identycznie, żeby wyglądać jak para. Wystarczy nie wyglądać, jakby każde wybierało się na inną imprezę.

Nie dobieraj krawata do sukienki. Dobierz elegancję do okazji.

Czy para powinna koordynować kolory? Może. Jeżeli robi to ze smakiem, efekt potrafi być znakomity. Nie uważam jednak, żeby mężczyzna musiał szukać krawata, poszetki czy innych dodatków dokładnie w odcieniu sukienki partnerki. Szczególnie jeśli jest to kolor nietypowy.

W internecie można znaleźć mnóstwo pięknych zdjęć par ubranych w perfekcyjnie dopasowane zestawy. Tylko że zdjęcia modowe i codzienne życie to dwie różne rzeczy. Doskonała kompozycja przygotowana do sesji fotograficznej nie musi być równie łatwa do odtworzenia przy okazji każdej uroczystości.

Dlatego w takich sytuacjach wolę zaufać męskiej klasyce. Granatowy garnitur. Grafit. Biała koszula. Dobrze dobrane buty. Eleganckie, dyskretne dodatki. To zestawy, które potrafią wyglądać znakomicie obok wielu różnych kobiecych kreacji.

Nie potrzebujemy identycznych kolorów. Potrzebujemy podobnego poziomu elegancji.

Chcesz wyglądać lepiej? Zacznij od butów

I tutaj dochodzimy do najbardziej praktycznej części mojego sposobu myślenia. Jeżeli chcesz podnieść poziom elegancji, nie zaczynaj od kompletnej wymiany garderoby. Zacznij od dwóch rzeczy.

Butów i koszuli.

Moim zdaniem to właśnie one pozwalają w najprostszy sposób zauważalnie zmienić charakter wielu męskich stylizacji. Weź zwykłe jeansy. Załóż do nich sportowe sneakersy i T-shirt. Otrzymasz typowy codzienny zestaw. Teraz zamień sneakersy na dobrze dobrane skórzane buty. Stylizacja zaczyna wyglądać inaczej.

Zamień T-shirt na porządną koszulę. To kolejna zmiana. Nie wymieniliśmy spodni. Nie dodaliśmy marynarki. Nie kupiliśmy nowego zegarka. A mimo to cały wizerunek stał się znacznie bardziej elegancki.

Oczywiście wiele zależy od konkretnych modeli ubrań. Mocno przecierane jeansy nie zamienią się w spodnie wizytowe tylko dlatego, że założysz do nich oksfordy. Ale zasada pozostaje użyteczna.

Pierwsze dwa poziomy elegancji najłatwiej podnieść odpowiednimi butami i koszulą.

Właśnie dlatego tak dużą wagę przykładam do męskiego obuwia. Dobre buty nie są tylko dodatkiem do stylizacji. Często decydują o jej charakterze. Nie myl wysokiego poziomu formalności z przebraniem W moich rozważaniach pojawia się jeszcze jedno słowo. Przebranie (które nazywam też „papugizmem„).

I tutaj mam dość wyraziste zdanie. Dla mnie mężczyzna niekoniecznie wygląda na przebranego tylko dlatego, że założył zbyt eleganckie ubrania. Grafitowy garnitur i biała koszula mogą wyglądać znakomicie nawet w otoczeniu ludzi ubranych znacznie swobodniej.

Natomiast stylizacja składająca się z sześciu kolorów, kilku wzorów i nadmiaru dodatków może przypominać przebranie, mimo że jej ogólny poziom formalności pasuje do okazji. To dwie różne kwestie.

Jedna dotyczy tego, czy strój odpowiada okolicznościom. Druga tego, czy w ogóle jest dobrze skomponowany. Można być overdressed i wyglądać znakomicie. Można być ubranym odpowiednio formalnie i wyglądać komicznie. Dlatego nie oceniam elegancji wyłącznie na podstawie tego, czy ktoś ma krawat, marynarkę albo smoking.

Liczy się całość. Krój. Kolorystyka. Proporcje. Dobór dodatków.I przede wszystkim świadomość, jaki efekt chcemy osiągnąć.

Młody mężczyzna między akceptacją kolegów a własnym stylem

Jest jeszcze grupa, dla której temat overdressed bywa szczególnie trudny. Młodzi mężczyźni. Tacy w wieku 18-24 Wtedy akceptacja grupy ma ogromne znaczenie. Nikt nie chce być tym, z którego śmieją się koledzy.

Jeżeli wszyscy przychodzą w bluzach, jeansach i sneakersach, nagłe pojawienie się w eleganckiej koszuli i skórzanych butach może zostać zauważone. Pojawią się żarty. Docinki. Pytania, czy przypadkiem nie wybierasz się na wesele. Rozumiem ten mechanizm. Ale mam dla młodego faceta prostą podpowiedź.

Zastanów się, komu właściwie chcesz się przypodobać. Kolegom czy koleżankom?

Możesz ubierać się dokładnie tak samo jak wszyscy, dzięki czemu idealnie wtopisz się w otoczenie. Możesz też spróbować wyróżnić się pozytywnie. Nie poprzez ekstrawagancję. Nie poprzez dziwaczne stroje. Ale przez zadbany, bardziej świadomy wizerunek.

Nie twierdzę, że wszystkie kobiety preferują elegancko ubranych mężczyzn. Gusta są różne. Jednak dla mnie to właśnie pozytywne wyróżnienie się jest znacznie ciekawszą drogą niż bezrefleksyjne kopiowanie kolegów. Wszak przytłaczająca większość kobiet woli u mężczyzn klasyczną elegancję niż dres i bluzę z kapturem. Kobiet, nie dziewczynek.

A jeżeli ktoś obawia się, że eleganckie ubrania zrobią z niego sztywniaka, odpowiedziałbym mu jedno. To nie ubranie decyduje o tym, czy jesteś sztywniakiem. Znamy przecież mnóstwo gburów w dresach. Można mieć na sobie garnitur i być najbardziej pogodnym, swobodnym człowiekiem na imprezie.

Można nosić T-shirt i sneakersy, a jednocześnie zachowywać się tak burak. Elegancja nie musi odbierać luzu. Może natomiast dodawać pewności siebie, animuszu i pozytywnej energii. Nie trzeba od razu zakładać garnituru. Wystarczy zacząć od butów. Później przyjdzie czas na koszulę, lepsze spodnie i całą resztę. Własny styl buduje się stopniowo.

Lepiej odrobinę za dobrze niż choć trochę za słabo

Nie chciałbym, żeby ktokolwiek po przeczytaniu tego felietonu doszedł do wniosku, że elegancja polega na ubieraniu się możliwie najbardziej formalnie. Nie polega.

Smoking na grillu nadal będzie poronionym pomysłem. Chyba że to grill … barbecue organizowane w Białym Domu. Podobnie jak sportowe buty na wydarzeniu, na którym gospodarz wyraźnie oczekuje wieczorowego stroju.

Prawdziwa umiejętność polega na dobraniu poziomu elegancji do sytuacji. Do miejsca. Do okazji. Do gospodarza. Do osoby, której towarzyszymy.

Jeżeli nie jesteś pewien, jak się ubrać, sprawdź charakter wydarzenia. Zapytaj gospodarza. Zastanów się, co założą pozostali goście, ale nie traktuj ich przewidywanych wyborów jak obowiązującego standardu.

A jeśli wciąż masz wątpliwości, wybierz wariant odrobinę bardziej elegancki. Najwyżej zdejmiesz marynarkę. Rozepniesz kołnierzyk. Podwiniesz rękawy. W drugą stronę może już nie być tak łatwo.

I jeszcze jedno. Nie obniżaj własnych standardów tylko dlatego, że ktoś inny nie potrafił sprostać okazji.
Nie musisz wyglądać tak jak reszta towarzystwa. Powinieneś wyglądać tak, jak wymaga tego sytuacja.
Bo dobrze ubrany mężczyzna nie jest tym, który zawsze nosi garnitur. Jest tym, który wie, kiedy należy go założyć. A kiedy elegancja wymaga czegoś zupełnie innego.