Masz pełną szafę, a codziennie zakładasz te same jeansy, kilka ulubionych koszulek i wysłużoną bluzę? Tymczasem dobre koszule, marynarki i eleganckie buty czekają na specjalną okazję, która jakoś nigdy nie nadchodzi? Być może wcale nie potrzebujesz nowych ubrań. Może potrzebujesz jedynie zmienić sposób myślenia o tych, które już masz.

Od lat obserwuję pewien paradoks. Mężczyźni potrafią wydawać naprawdę spore pieniądze na ubrania, a mimo to chodzić na co dzień w kilku tych samych, często najbardziej zużytych rzeczach.

Nowa koszula? Szkoda jej do pracy.
Ładny sweter? Zostawię na lepszą okazję.
Skórzane buty? Przecież jeszcze się poniszczą.

I tak mijają miesiące, czasami lata, a najlepsze elementy garderoby spokojnie dojrzewają w szafie, podczas gdy ich właściciel nadal wygląda tak samo. Dlatego, kiedy ktoś pyta mnie, jak zbudować dobrą męską garderobę, nie zaczynam od listy zakupów. Zaczynam od głowy.

Problem często nie leży w szafie, tylko w jej właścicielu

Jest takie popularne spostrzeżenie wynikające z zasady Pareto, że przez 80 procent czasu nosimy zaledwie 20 procent swojej garderoby. Nie wiem, czy te proporcje sprawdzają się u każdego, ale jestem przekonany, że w niejednej męskiej szafie znajdziemy coś bardzo podobnego. Mamy swoje ulubione rzeczy, które eksploatujemy niemal bez przerwy. A cała reszta leży.

Co ciekawe, te najczęściej noszone ubrania bywają już porządnie zmęczone życiem. Wyciągnięte koszulki, sprane bluzy, przetarte spodnie, zdeformowane kołnierzyki. Tymczasem w pozostałych 80 procentach mogą ukrywać się prawdziwe perełki.

Porządne koszule kupione przed laty. Dobry garnitur wymagający jedynie drobnej poprawki krawieckiej. Piękny sweter otrzymany od żony na święta. Marynarka, która nadal świetnie leży, ale od dawna nie widziała światła dziennego.

Dlaczego ich nie nosimy? Bo szkoda. Bo nie ma okazji. Bo są zbyt eleganckie na zwykły dzień.
I tu dochodzimy do czegoś, co od dawna mnie zastanawia.

Po co kupujemy piękne ubrania, skoro później nie pozwalamy sobie z nich korzystać?

Czy naprawdę potrzebujemy wesela, chrztu albo służbowego bankietu, żeby założyć dobrą koszulę?
Moim zdaniem nie. Dobra prezencja nie powinna być nagrodą zarezerwowaną na wyjątkowe wydarzenia.
Powinna być naszym codziennym standardem.

„Aleś się odjebał!”. Czyli społeczna kara za dobry wygląd

Jest jednak pewien problem, o którym poradniki modowe wspominają zdecydowanie zbyt rzadko.
Otoczenie. W Polsce elegancki mężczyzna potrafi budzić zaskakująco skrajne reakcje. Sam bardzo często spotykam się z komentarzami na temat swojego wyglądu. I zauważyłem, że można je podzielić na dwie grupy.

Z jednej strony są ludzie, którzy sami przywiązują wagę do wizerunku. Zazwyczaj reagują pozytywnie. Komplementują, pytają o ubrania, czasem przyznają, że też chcieliby wyglądać podobnie. Szczególnie często takie reakcje słyszę od kobiet, ale mężczyźni również potrafią docenić dobrą stylizację. Z drugiej strony bywają faceci, którzy reagują drwiną.

„Aleś się odjebał!”

„Co taki elegancki?”

„Na wesele idziesz?”

Mam czasami wrażenie, że mój wygląd trochę ich prowokuje. Być może dlatego, że nagle w otoczeniu pojawia się inny punkt odniesienia. Nie wiem, czy to zazdrość, własne kompleksy, czy po prostu przyzwyczajenie do przeciętności. Nie zamierzam nikogo diagnozować. Ale sam mechanizm jest interesujący.

Wystarczy zacząć wyglądać trochę lepiej, żeby ktoś uznał, że należy Cię sprowadzić na ziemię.

Ja jestem w dość komfortowej sytuacji. Pracuję na własny rachunek, prowadzę biznes i sam decyduję, jak chcę się prezentować. Nie muszę codziennie funkcjonować w środowisku zawodowym, w którym wyróżnianie się ubiorem może budzić niechęć.

Ale wyobrażam sobie, że dla kogoś pracującego w zespole, bez formalnego dress code’u, podobne komentarze mogą być codziennością. I skutecznie zniechęcać do zmian. A przecież czasem dochodzi jeszcze reakcja partnerki, przyzwyczajonej do dotychczasowego wyglądu mężczyzny. Nagle zaczyna się zastanawiać, skąd ta przemiana i dla kogo właściwie postanowił się stroić.

Jak ja reaguję na podobne zaczepki? Mam swój sprawdzony sposób. Robię zdziwioną minę i odpowiadam, że przecież wyglądam zupełnie normalnie. To mój codzienny ubiór. A kiedy ktoś szczególnie próbuje ze mnie drwić, potrafię powiedzieć:

„Stary, to nie ja wyglądam zajebiście. To wy wyglądacie chujowo”.

Oczywiście nie każdemu i nie w każdej sytuacji polecałbym podobną odpowiedź. W moim przypadku to element żartobliwej, czasem dosadnej wymiany zdań. Ale chodzi o coś znacznie ważniejszego. O odwrócenie perspektywy.

Dlaczego to mężczyzna, który dba o wygląd, ma się tłumaczyć? Dlaczego staranność ma być czymś wyjątkowym, a bylejakość czymś normalnym?

Nie zamierzam obniżać swoich standardów tylko dlatego, że ktoś inny nie ma ochoty podnosić własnych.
I właśnie od takiego sposobu myślenia rozpocząłbym przemianę męskiej garderoby.

Krok pierwszy. Opróżnij szafę i zobacz, co naprawdę posiadasz

Dopiero kiedy jesteśmy gotowi zmienić przyzwyczajenia, możemy zabrać się za ubrania. Zacząłbym bez większej filozofii. Wszystko wyjmujemy z szafy. Tak, wszystko.

Koszule, spodnie, marynarki, swetry, T-shirty, kurtki. Cały ten zbiór gromadzony przez ostatnie lata. Najpierw robimy bezlitosną selekcję. Rzeczy dziurawe, zdeformowane, mocno sprane i zwyczajnie zużyte powinny zakończyć swoją karierę w garderobie.

Niektóre mogą jeszcze posłużyć jako szmatki do czyszczenia roweru, samochodu czy garażu. Pozostałe oddajemy do właściwej zbiórki tekstyliów. Ale nie wyrzucajmy wszystkiego, co stare. Bo teraz zaczyna się znacznie ciekawsza część. Szukamy rzeczy, które nadal mają wartość.

Dobrych materiałów. Ponadczasowych fasonów. Uniwersalnych kolorów. Ubrań, które po odpowiednim wyczyszczeniu, wyprasowaniu albo drobnej poprawce krawieckiej mogą znów wyglądać znakomicie. Warto spojrzeć na nie świeżym okiem, bez sentymentu i bez kierowania się ceną, którą kiedyś za nie zapłaciliśmy.

Być może znajdziemy marynarkę, która wymaga jedynie skrócenia rękawów. Albo świetną koszulę, której nigdy nie nosiliśmy, bo była „za dobra” na codzienność. Moim zdaniem takie rzeczy należy natychmiast przywrócić do życia.

Nie szukamy ubrań na specjalne okazje. Szukamy powodów, żeby częściej nosić dobre ubrania.

A jeśli czegoś naprawdę nie chcemy już nosić, choć nadal jest w dobrym stanie, można to sprzedać lub przekazać komuś innemu. Dopiero po tej selekcji zobaczymy, z czym faktycznie startujemy.

Krok drugi. Przestań kupować ubrania. Zacznij budować garderobę

Przez wiele lat sam popełniałem ten błąd. Kupowałem rzeczy, które po prostu mi się podobały. Dopiero później zastanawiałem się, z czym właściwie będę je nosił. Z czasem zrozumiałem, że dobra szafa powinna przypominać przemyślany system, w którym poszczególne elementy współpracują ze sobą.

Nie potrzebujesz dwudziestu przypadkowych koszul, dziesięciu różnych spodni i piętnastu swetrów, z których trudno stworzyć sensowne zestawienia. Potrzebujesz odpowiednio dobranych elementów. Dlatego proponuję zbudować absolutny fundament codziennej garderoby. Bez ekstrawagancji. Bez sezonowych dziwactw. Bez ubrań kupowanych wyłącznie dlatego, że są modne. Stawiamy na proste fasony, dobre materiały i kolory, które można ze sobą swobodnie łączyć.

Fundament MONARCHY. 16 podstawowych wariantów ubrań

ElementPodstawowe kolory
T-shirtBiały, granatowy, czarny
KoszulaBiały, granatowy, niebieski, czarny
SpodnieGranatowy, brązowy, czarny, szary
SweterGranatowy, szary, czarny
MarynarkaGranatowy, szary

Razem otrzymujemy 16 podstawowych wariantów.

W przypadku spodni proponowałbym na początek proste granatowe i czarne jeansy oraz brązowe i szare chinosy. Nie eksperymentowałbym przesadnie z fasonami. Unikałbym skrajnie obcisłych i przesadnie szerokich krojów, które mogą silnie kojarzyć się z określonym sezonem. Wybierałbym rzeczy, które będą dobrze wyglądały przez kolejne lata. I od razu ważna uwaga.

To nie jest lista szesnastu sztuk odzieży, które musisz posiadać. To szesnaście podstawowych wariantów, na których możesz budować swoją garderobę.

Ile dokładnie koszul czy koszulek potrzebujesz, zależy już od Twojego stylu życia.

Krok trzeci. Dopasuj garderobę do życia, a nie życie do garderoby

To jedna z najważniejszych zasad, którymi się kieruję. Nie istnieje jedna idealna szafa dla wszystkich mężczyzn. Ktoś pracuje w biurze i codziennie nosi koszule. Ktoś inny pracuje fizycznie i większość dnia spędza w odzieży roboczej. Jeszcze ktoś prowadzi własną firmę, pracuje z domu albo ma możliwość dowolnego komponowania stroju. Każdy z tych mężczyzn będzie potrzebował innej liczby poszczególnych ubrań.

Jeżeli codziennie nosisz T-shirty, prawdopodobnie powinieneś mieć ich odpowiednio dużo. Jeżeli zakładasz je wyłącznie po domu, a na co dzień chodzisz w koszulach, proporcje będą odwrotne. Ja na przykład mam w codziennym obrocie około dwunastu jasnych koszul. Dlaczego akurat tyle?

Bo do mojej pralki, przy przyjętym przeze mnie sposobie prania, wchodzi około dziesięciu koszul. Zbieram je do pełnego wsadu, a dwie pozostają w zapasie na czas prania i suszenia. Proste i praktyczne. Nie wynika to z żadnej modowej teorii. Wynika z organizacji mojego życia. Dlatego nie będę Ci mówił, że musisz posiadać siedem białych koszul albo pięć czarnych koszulek. To Ty musisz wiedzieć, czego i jak często używasz.

Dobra garderoba ma służyć Tobie. Nie Ty garderobie.

Krok czwarty. Osiem par butów na wszystkie pory roku

Buty są dla mnie jednym z najważniejszych elementów męskiego wizerunku. Potrafią podnieść poziom całej stylizacji, ale równie skutecznie mogą ją zepsuć. W mojej koncepcji kompletnej codziennej garderoby punktem wyjścia są cztery grupy obuwia, każda w dwóch uniwersalnych kolorach.

Rodzaj butówKoloryZastosowanie
Klasyczne sneakersyBiałe, czarneWiosna i lato, codzienne zestawienia
Skórzane półbuty typu derbyCzarne, brązowePrzez cały rok, stylizacje casualowe i eleganckie
Buty za kostkę, np. sztybletyCzarne, brązoweJesień i zima
Mokasyny lub loafersyBrązowe, szareWiosna i lato

Razem osiem par.

Oczywiście nie musisz kupować ich wszystkich od razu. Nie każdy będzie też potrzebował dwóch par każdego rodzaju. To moja propozycja kompletnego fundamentu, który pozwala wygodnie funkcjonować przez cały rok.

Zwróć uwagę, że nie ma tu specjalistycznego obuwia sportowego, górskich butów trekkingowych czy modeli na szczególne uroczystości. Rozmawiamy o zwykłym, codziennym życiu. I podobnie jak w przypadku ubrań stawiamy na klasykę. Dobre skórzane derby, proste sneakersy czy ponadczasowe sztyblety mogą służyć przez długie lata.

Sam mam eleganckie buty, które liczą już około dwudziestu lat. Nie noszę ich codziennie, ale nadal znakomicie sprawdzają się na specjalne okazje. I właśnie dlatego uważam, że dobre obuwie jest jednym z tych zakupów, na których szczególnie nie warto oszczędzać kosztem jakości.

Krok piąty. Zamiast dziesięciu kurtek naucz się ubierać warstwowo

Polski klimat potrafi być bezlitosny dla garderoby. Zdarza się, że z zimowych temperatur błyskawicznie przechodzimy do ciepłej wiosny. Podobnie jesienią, kiedy przyjemne dni dość szybko ustępują miejsca chłodom.

Sam mam sporo ubrań przejściowych, których niejednokrotnie zwyczajnie nie zdążę porządnie ponosić. Dlatego z czasem zacząłem doceniać ubieranie warstwowe. Koszula, sweter, marynarka. Robi się cieplej? Zdejmuję sweter albo marynarkę. Jest chłodniej? Dodaję kolejną warstwę. To daje ogromną elastyczność bez konieczności kupowania osobnej kurtki na każdy zakres temperatur.

W mojej podstawowej kolekcji okryć wierzchnich znalazłyby się cztery rzeczy.

OkrycieZastosowanie
Wełniany płaszczZima i eleganckie stylizacje
Puchowa parkaZima, chłód i codzienna wygoda
Klasyczna kurtka skórzanaWiosna, jesień, chłodniejsze wieczory
Lekka kurtka o zamszowym wyglądzieWiosna, lato i cieplejsza jesień

W przypadku kurtki skórzanej najchętniej wybrałbym czarną, choć brązowa również potrafi wyglądać znakomicie. To zresztą jeden z moich ulubionych elementów garderoby. Pierwszą klasyczną czarną kurtkę skórzaną po prostu znosiłem. Kiedy przyszedł czas na wymianę, kupiłem kolejną, bardzo podobną. Po co zmieniać coś, co doskonale sprawdza się od lat?

Krok szósty. Nie zapomnij o pasku

Może Cię to zdziwić, ale dla mnie pasek jest jednym z najbardziej podstawowych elementów garderoby. Oczywiście ma funkcję estetyczną, jednak przede wszystkim pomaga utrzymać spodnie na właściwym miejscu. A nic tak skutecznie nie potrafi zepsuć wizerunku jak przypadkowe zaprezentowanie światu słynnego „dekoltu hydraulika”. Dlatego sam noszę pasek do jeansów, chinosów i klasycznych spodni ze szlufkami. Wyjątkiem są modele wyposażone w regulatory oraz ubrania, których konstrukcja nie przewiduje paska.

Ile pasków potrzebujesz? Na początek wystarczy nawet jeden. Najlepiej dwustronny, czarny z jednej strony, brązowy z drugiej. Przy klasycznym obuwiu staram się dobierać pasek kolorystycznie do butów.

Przy białych sneakersach czy nietypowych modelach kieruję się raczej kolorem pozostałych elementów stylizacji. Sam bardzo lubię granatowe paski zamszowe.

Warto również zwracać uwagę na szerokość. Do jeansów dobrze sprawdzają się modele około 4 cm. Do bardziej eleganckich spodni często lepsze będą paski o szerokości 3 do 3,5 cm, zależnie od wielkości szlufek. Moja prywatna kolekcja liczy kilkanaście pasków. Ale nie potrzebujesz tylu na początku. Rozbudowuj ją spokojnie, najlepiej wraz z zakupem kolejnych par butów.

Mamy fundament. I co teraz?

Policzmy. Szesnaście podstawowych wariantów odzieży, osiem par butów, cztery okrycia wierzchnie i jeden dwustronny pasek.

Łącznie 29 bazowych elementów codziennej garderoby.

To punkt wyjścia naszej metody, a nie uniwersalny nakaz posiadania dokładnie dwudziestu dziewięciu rzeczy. Nie uwzględniamy tutaj bielizny, odzieży specjalistycznej, garniturów na szczególne okazje ani indywidualnych dodatków. Nie twierdzę też, że każdemu wystarczy dokładnie taki zestaw. Ale daje on coś bardzo ważnego.

Porządek.

Wiesz, czego szukać, w jakich kolorach i jakich elementów rzeczywiście Ci brakuje. Możesz teraz porównać tę bazę z tym, co zostało po przeglądzie Twojej szafy. Być może okaże się, że posiadasz już większość potrzebnych rzeczy. A może odkryjesz, że masz piętnaście T-shirtów, ale żadnych porządnych chinosów czy klasycznych butów.

I dopiero wtedy przychodzi czas na zakupy.

Nie kupuj wszystkiego naraz. Kupuj to, czego naprawdę potrzebujesz

Kolejność uzupełniania garderoby powinna wynikać z Twojego stylu życia i aktualnej pory roku. Jeśli zabierasz się za porządki na początku wiosny, naturalnym wyborem będą koszulki, koszule, lekkie spodnie czy obuwie na cieplejsze dni.

Nie ma szczególnego sensu zaczynać od zimowego płaszcza, jeśli najbardziej potrzebujesz ubrań, które założysz już jutro. Chyba że trafisz na doskonałą okazję.

I tutaj dochodzimy do ważnego rozróżnienia.

Promocja nie tworzy potrzeby. Może jedynie pozwolić Ci taniej zrealizować wcześniej zaplanowany zakup.

Jeśli szukasz dobrej wełnianej marynarki i właśnie trafiasz na świetny model przeceniony pod koniec sezonu, dlaczego miałbyś z tego nie skorzystać?

Pod warunkiem że marynarka rzeczywiście spełnia Twoje wymagania. Dobrze leży, ma odpowiedni materiał, pasuje do garderoby i jest czymś, co naprawdę będziesz nosił. Nie kupuj rzeczy tylko dlatego, że kosztują połowę pierwotnej ceny. Sam przez lata popełniałem takie błędy i wiem, jak łatwo pomylić okazję z niepotrzebnym wydatkiem.

Zresztą dzisiaj coraz częściej wychodzę ze sklepu z pustymi rękami. I nie traktuję tego jako porażki. To, że poszedłem na zakupy, nie oznacza przecież, że muszę cokolwiek kupić.

Rewolucja? Tak, ale bez litery R

Pozostaje jeszcze ostatni, być może najtrudniejszy etap. Nauczyć się nosić nową garderobę. Bo co z tego, że kupisz świetne rzeczy, jeśli ponownie powiesisz je w szafie i zaczniesz czekać na specjalną okazję?

Jeśli pozbyłeś się większości starych, wysłużonych ubrań, sytuacja trochę rozwiązuje się sama. Nie masz już do czego wracać. Ale nie każdy potrzebuje tak radykalnej zmiany. Sam zresztą jestem daleki od rewolucjonisty. Jak lubię mówić, rewolucja jest dobra, kiedy wykreślimy z niej literę R.

Ewolucja. To jest właściwy kierunek.

Jeżeli przez ostatnich dziesięć lat chodziłeś niemal wyłącznie w sportowych butach, przejście od razu na klasyczne oksfordy może być dla Ciebie sporym wyzwaniem. Zacznij od prostych, skórzanych sneakersów. To nadal znajomy rodzaj obuwia, ale w znacznie bardziej eleganckim wydaniu.

Podobnie z marynarkami. Jeśli przez całe życie nosiłeś bluzy i T-shirty, nie musisz następnego dnia pojawiać się w dwurzędowej marynarce, formalnej koszuli i spinkach do mankietów. Możesz zacząć od swobodnej marynarki zestawionej z prostym T-shirtem. Przyznam, że sam nie jestem wielkim entuzjastą tego połączenia. Ale jeśli ma być pierwszym krokiem do lepszego wizerunku, to zdecydowanie wolę taki zestaw niż kolejny dzień w starej, wyciągniętej koszulce. Z czasem spróbujesz marynarki z golfem. Później z koszulą. Zaczniesz eksperymentować z dodatkami, butami, kolorami.

I coraz lepiej rozumieć, w czym naprawdę dobrze wyglądasz. Nie chodzi przecież o to, żeby jednego dnia zamienić się w zupełnie innego człowieka. Chodzi o to, żeby stopniowo podnosić własne standardy.

Najlepsza garderoba to ta, którą naprawdę nosisz

Gdybym miał podsumować całą tę filozofię jedną myślą, powiedziałbym tak:

Nie buduj szafy, która robi wrażenie po otwarciu. Zbuduj garderobę, dzięki której to Ty będziesz robił dobre wrażenie po wyjściu z domu.

Możesz mieć pięćdziesiąt pięknych koszul, ale jeśli nosisz tylko trzy, pozostałe nie mają większego znaczenia dla Twojego codziennego wizerunku.

Możesz mieć dziesięć marynarek, ale jeśli boisz się założyć którąkolwiek do pracy, sama ich obecność w szafie niewiele zmieni. Dlatego zacznij od siebie. Zastanów się, jak chcesz wyglądać i co chciałbyś zmienić. Potem otwórz szafę, zrób porządek i zobacz, jakie możliwości już masz. Uzupełniaj braki powoli, wybieraj dobrą jakość, uniwersalne kolory i ponadczasowe fasony. Ale przede wszystkim zacznij tych rzeczy używać.

Nie oszczędzaj najlepszych ubrań na życie, które może kiedyś nadejdzie.
Bo życie, na które warto się dobrze ubrać, dzieje się właśnie teraz.