Zimą puchówka, jesienią kurtka, a elegancki płaszcz? Najczęściej nawet nie pojawia się na liście zakupów. Tymczasem niewiele elementów męskiej garderoby potrafi tak skutecznie odmienić całą stylizację. Dobry płaszcz dodaje elegancji, podkreśla sylwetkę i sprawia, że nawet zwykły zestaw ubrań nabiera charakteru. Tylko jaki wybrać, ile za niego zapłacić i czy naprawdę potrzebujemy kilku modeli?
Największy błąd mężczyzn? Nie mają płaszcza
Niedawno odwiedziłem dwa popularne sklepy, TK Maxx i HalfPrice, żeby zobaczyć, co ciekawego można znaleźć w ofercie męskich płaszczy. Obraz był dość wymowny. Długie rzędy damskich płaszczy. Różne fasony, kolory, materiały i długości.
A w dziale męskim? Kurtki. Puchówki. Kolejne kurtki. Jeszcze więcej puchówek. Płaszcze można było niemal policzyć na palcach jednej ręki. I tak sobie pomyślałem, że chyba jest to całkiem dobre odzwierciedlenie współczesnej męskiej garderoby.
Przeciętny facet ma kurtkę na zimę, kurtkę na jesień, kurtkę sportową, przeciwdeszczową i być może jeszcze jedną, bo akurat była promocja. Ale płaszcz? Po co mu płaszcz? Przecież nie pracuje w banku, nie jest prezesem i nie wybiera się na spotkanie z ambasadorem. A szkoda.
Bo naprawdę trudno znaleźć drugie okrycie wierzchnie, które równie skutecznie potrafi zmienić charakter całej męskiej stylizacji.
Nie twierdzę, że każdy powinien chodzić w płaszczu codziennie. Sam uwielbiam dobre kurtki i uważam je za znacznie praktyczniejsze w wielu sytuacjach. Ale mężczyzna, który całkowicie rezygnuje z płaszczy, pozbawia się jednej z najciekawszych możliwości budowania własnego stylu.
Siedem płaszczy w szafie. Czy kupiłbym je ponownie?
Moja kolekcja obejmuje obecnie siedem płaszczy. Cztery cieńsze, które noszę przede wszystkim podczas dodatnich temperatur: czarny, granatowy, szary i camelowy. Do tego wiosenny model z kapturem, o bardziej sportowym charakterze, grafitowy prochowiec przeciwdeszczowy oraz granatowy wełniany płaszcz zimowy na podszewce. A mimo to nadal mam na liście zakupów elegancką dwurzędówkę.
Czy potrzebuję aż tylu płaszczy? Niekoniecznie. Większość kupowałem na przestrzeni lat, trochę przy okazji, kiedy trafiałem w sklepie na ciekawy fason, dobry materiał albo korzystną cenę. Nie było w tym większego planowania. I chociaż lubię swoją kolekcję, dziś prawdopodobnie zbudowałbym ją zupełnie inaczej. To ważna lekcja nie tylko w odniesieniu do płaszczy.
Duża garderoba wcale nie musi oznaczać garderoby dobrze przemyślanej.
Pisałem już o tym w artykule „Pełna szafa i nie masz się w co ubrać? Jak zbudować garderobę z głową”. Zamiast kupować kolejne przypadkowe ubrania, lepiej nauczyć się planować ich zastosowanie. Dlatego gdybym dzisiaj miał pozbyć się wszystkich płaszczy i kupować je od początku, zacząłbym od trzech modeli.
Trzy płaszcze, które kupiłbym jako pierwsze
1. Grafitowy płaszcz wełniany. Fundament kolekcji
Gdybym mógł mieć tylko jeden płaszcz, wybrałbym dłuższy, jednorzędowy model wełniany w kolorze szarym lub grafitowym. Taki codzienny. Najlepiej z podpinką. Dlaczego właśnie taki? Przede wszystkim ze względu na uniwersalność. Grafit doskonale komponuje się z czernią, granatem, bielą, różnymi odcieniami szarości, a także wieloma brązami. Pasuje do garnituru i eleganckich butów, ale równie dobrze może wyglądać z golfem, chinosami czy jeansami. Odpinane ocieplenie dodatkowo zwiększa zakres jego zastosowań. Lżejsza konfiguracja sprawdzi się wiosną i jesienią, a podpinka przyda się podczas chłodniejszych dni.
Oczywiście nie oznacza to, że każdy cienki płaszcz z podpinką poradzi sobie podczas solidnego mrozu. Duże znaczenie mają grubość tkaniny, konstrukcja i to, co założymy pod spód. Ale właśnie tak rozumiem rozsądny, uniwersalny zakup. Jeden dobry produkt, wiele zastosowań.

2. Granatowy lub beżowy trencz lub prochowiec. Elegancja na kapryśną pogodę
Drugim modelem byłby lekki trencz. Najchętniej dwurzędowy, z paskiem, w kolorze granatowym lub beżowym. To płaszcz trochę innego rodzaju. Nie musi być wykonany z wełny. Klasyczne trencze często szyje się z gęsto tkanej bawełnianej gabardyny lub materiałów o właściwościach ograniczających przenikanie wody. Ich zadaniem jest przede wszystkim zapewnienie ochrony przed wiatrem i lżejszym deszczem. Ale dla mnie najważniejsza jest możliwość noszenia takiego płaszcza również wtedy, kiedy wcale nie pada. Sam mam grafitowy, dwurzędowy trencz, który świetnie sprawdza się w chłodniejsze dni. Pasek pozwala ładnie zaznaczyć talię, a klasyczny kołnierz i układ guzików nadają całości elegancki charakter.
I tutaj ważna uwaga. Nie kupowałbym trencza wyłącznie jako płaszcza przeciwdeszczowego. Do takiej roli lepiej sprawdzi się dobra kurtka techniczna. Trencz powinien być przede wszystkim stylowym okryciem, które dodatkowo pomaga poradzić sobie z kapryśną pogodą.

3. Czarny, taliowany płaszcz. Elegancja na specjalne okazje
Trzecim modelem byłby granatowy lub czarny płaszcz wełniany. Najbardziej elegancki z całej trójki. Dobrze skrojony, wyraźnie taliowany, z piękną linią ramion i odpowiednią długością. Taki, który założę na garnitur, eleganckie spodnie, koszulę albo cienki golf. Do tego klasyczne czarne skórzane buty. Nie potrzebuję wielu dodatków. Wystarczy świetny krój i dobra tkanina. Czarny płaszcz w takim wydaniu może wyglądać niezwykle szykownie. Nie uważałbym go jednak za najbardziej uniwersalny model na początek. Grafit jest pod tym względem bardziej elastyczny. Dlatego kupiłbym go dopiero jako trzeci.
W ten sposób mamy trzy płaszcze, z których każdy pełni nieco inną funkcję. Jeden uniwersalny, jeden na zmienną pogodę i jeden szczególnie elegancki.
Bez siedmiu niemal identycznych modeli wiszących obok siebie.
Płaszcz kupuj tak, jak kupujesz marynarkę
Dla mnie dobry płaszcz jest trochę jak zimowa marynarka. Powinien być dobrze skrojony i podkreślać sylwetkę. Niestety wiele modeli dostępnych w sklepach wygląda tak, jakby projektowano je przede wszystkim z myślą o mężczyznach z dużym brzuchem. Szerokie ramiona, mnóstwo materiału w talii, luźny dół. Na wieszaku wszystko wygląda całkiem dobrze. A kiedy zakłada go mężczyzna o szczupłej lub proporcjonalnej sylwetce, robi się z tego worek. Nie lubię takiego efektu.
Oczywiście istnieją klasyczne płaszcze o swobodniejszej konstrukcji i modele celowo projektowane jako oversize. Nie każdy luźniejszy fason jest błędem. Jednak osobiście zdecydowanie preferuję płaszcze z wyraźnie zaznaczoną talią. Dlaczego?
Bo dobrze dobrany płaszcz powinien współpracować z sylwetką, a nie całkowicie ją zasłaniać. Zwracam uwagę na linię ramion, układ kołnierza, ilość materiału w klatce piersiowej i talii oraz długość rękawów. Po zapięciu guziki nie powinny nieestetycznie ciągnąć materiału, a przy poruszaniu rękami płaszcz nie może ograniczać ruchów.
Nie kupuj rozmiaru na zapas
Często słyszy się argument: „Wezmę trochę większy, bo zimą założę pod niego marynarkę i gruby sweter”. W porządku. Ale tylko pod warunkiem, że rzeczywiście tak go będziesz nosił. Jeśli pod płaszcz najczęściej zakładasz koszulę lub cienki golf, nie ma sensu kupować rozmiaru na wyjątkowe sytuacje. To trochę tak, jakby kupować buty o rozmiar większe, bo być może kiedyś zechcesz założyć dwie pary grubych skarpet.
Mierz płaszcz na ubraniach, z którymi rzeczywiście zamierzasz go nosić. Jeżeli na co dzień chodzisz w marynarce, zabierz ją na przymiarkę. Jeśli nosisz przede wszystkim golfy i koszule, sprawdź płaszcz w takim właśnie zestawie. I nie licz na to, że źle dobrany model magicznie zmieni proporcje po kilku tygodniach noszenia.
A co z trenczem?
Tutaj mamy trochę większą swobodę. Klasyczny trencz z paskiem pozwala dopasować obwód talii przez odpowiednie przewiązanie. To jedna z przyczyn, dla których lubię ten fason. W typowym płaszczu wełnianym bez paska linia talii wynika przede wszystkim z kroju. Dlatego trzeba jej szczególnie pilnować już podczas przymierzania.
Jeśli miałbym wskazać jedną markę, od której sam rozpocząłbym poszukiwania dobrze dopasowanego płaszcza, byłby to BOSS. Lubię sposób, w jaki projektuje wiele swoich eleganckich modeli. Potrafią dobrze podkreślać sylwetkę. Nie oznacza to jednak, że każdy płaszcz tej marki będzie idealny ani że podobnej jakości nie znajdziemy taniej.
Płaszczyk? Dziękuję, wolę płaszcz
Jest jeszcze kwestia długości. Nie ukrywam, że mam tutaj dość zdecydowane preferencje. Nie przepadam za modelami kończącymi się ledwo za pośladkami. Nazywam je „płaszczykami”. Moim zdaniem często są to po prostu nieco dłuższe kurtki, którym doszyto klapy i eleganckie guziki. Nie mają tej samej siły wizualnej co prawdziwy, dłuższy płaszcz.
Dla mnie najbardziej atrakcyjna długość zaczyna się mniej więcej w połowie uda i sięga okolic kolan. Czasem trochę poniżej. W takim wydaniu płaszcz ma odpowiednie proporcje, pięknie układa się podczas chodzenia i nadaje sylwetce elegancji. Nie jestem jednak fundamentalistą. Nie uważam, że każdy model musi kończyć się dokładnie na wysokości kolana. Dużo zależy od wzrostu, budowy ciała, fasonu i przeznaczenia. Ale generalnie wolę płaszcze dłuższe niż krótsze.
A co z modelami sięgającymi niemal do kostek? To już zupełnie inny klimat. Oczywiście takie płaszcze mają swoje miejsce w historii męskiego ubioru, modzie formalnej i współczesnych stylizacjach. Sam jednak nie widzę ich w swojej codziennej garderobie.
Płaszcz do połowy uda lub kolan jest dla mnie elegancją. Płaszcz do kostek zostawiam kobietom, fanom wielkiej mody i czarnoksiężnikom.
Wełna, kaszmir i syntetyki. Co naprawdę powinno być na metce?
Skład materiałowy ma dla mnie ogromne znaczenie. Większość moich płaszczy wykonana jest ze stuprocentowej wełny. Nie jest to przypadek. Lubię naturalne materiały. Cenię ich wygląd, sposób układania się i to, jak potrafią starzeć się przy odpowiedniej pielęgnacji. Jednak nie jestem materiałowym ultrasem.
Płaszcz to okrycie wierzchnie. Ma nie tylko dobrze wyglądać, lecz również chronić przed chłodem, wiatrem i skutkami codziennego użytkowania. Nie styka się bezpośrednio ze skórą tak jak koszulka czy bielizna. Dlatego nie oczekuję od niego dokładnie takich samych właściwości jak od marynarki lub koszuli. Jeżeli znajdę świetnie skrojony płaszcz z dobrej jakości tkaniny, nie odrzucę go tylko dlatego, że do wełny dodano poliamid.
Odpowiednio dobrane domieszki mogą poprawiać niektóre parametry użytkowe materiału, w tym odporność na ścieranie. Nie jest to jednak automatyczna gwarancja większej trwałości. Liczy się cała tkanina, jej gramatura, splot i wykonanie. Mam natomiast prostą zasadę dotyczącą klasycznych płaszczy wełnianych.
To wełna powinna być ich podstawowym surowcem.
Nie interesują mnie płaszcze udające wełnę, w których naturalne włókna stanowią jedynie symboliczny dodatek. W mojej ocenie porządna tkanina wełniana jest lepszą bazą do ubrania, które ma zachowywać dobry wygląd przez wiele sezonów. A kaszmir? To piękny, luksusowy materiał. Szczególnie cenię jego miękkość. Nie zakładałbym jednak, że każda większa ilość kaszmiru oznacza automatycznie większą trwałość. Czasami dobrej jakości wełna będzie praktyczniejsza w intensywnie noszonym płaszczu. Dlatego zamiast zachwycać się samą nazwą materiału, warto obejrzeć i dotknąć tkaniny, sprawdzić jej skład oraz ocenić jakość szycia.
Nie daj się nabrać na hasła z metki
Podczas ostatniej wizyty w HalfPrice znalazłem grafitowy płaszcz Michael Kors Madison w cenie 599 zł. Wyglądał całkiem interesująco. Na rękawie miał oznaczenie „Fine Wool Blend”, które mogło sugerować bardzo szlachetny skład mieszanki wełny.
Ale dopiero szczegółowa metka pokazała rzeczywiste proporcje – nie tylko wełniane:
- 63% wełny,
- 25% poliestru,
- 6% kaszmiru,
- 6% pozostałych włókien.
Czy to zły skład? Niekoniecznie. Dominującym włóknem nadal jest wełna, a domieszka kaszmiru stanowi przyjemny dodatek. Ale jest spora różnica pomiędzy płaszczem z taką mieszanką a modelem ze stuprocentowej wełny lub wysokim udziałem kaszmiru. Dlatego nie kupuj ubrania tylko dlatego, że na rękawie widnieje pięknie brzmiący napis. Odwróć metkę i sprawdź liczby.
Michael Kors czy Bugatti? Dwa płaszcze za około 500 zł
Tego samego dnia w TK Maxx znalazłem jeszcze jedną ciekawą propozycję. Camelowy, dwurzędowy płaszcz Bugatti. Dłuższy, z efektownymi klapami i charakterystycznym, eleganckim krojem. Kosztował około 500 zł.

Co ciekawe, według metki miał 70% wełny i 20% kaszmiru. W tej cenie był to naprawdę interesujący skład. Nie twierdzę, że taki płaszcz automatycznie dorównuje najdroższym modelom premium. O jakości decyduje przecież również konstrukcja, szycie, podszewka, guziki i sposób układania się tkaniny. Ale te dwa przykłady pokazują, że warto szukać. W ciągu jednej wizyty trafiłem na dwa ciekawe płaszcze, choć ogólny wybór męskich modeli był mizerny. Nie zawsze potrzebujemy wielkiego budżetu. Czasami potrzebujemy trochę cierpliwości, umiejętności oceny jakości i gotowości do przymierzenia rzeczy, której początkowo nawet nie planowaliśmy kupować.
Jeden płaszcz za 2000 zł czy trzy tańsze?
Sam kupowałem również płaszcze BOSS za około 2000 zł. Nie żałuję tych zakupów. Lubię dobre fasony i potrafię docenić droższe ubrania. Ale gdyby dzisiaj przyszedł do mnie mężczyzna, który dopiero zaczyna budować elegancką garderobę i ma na płaszcze budżet około dwóch tysięcy złotych, nie namawiałbym go od razu na jeden model premium. Zaproponowałbym poszukanie dwóch lub trzech dobrze dobranych płaszczy w różnych fasonach i o różnych zastosowaniach. Oczywiście pod warunkiem, że uda się znaleźć modele o odpowiedniej jakości. Dlaczego?
Bo na początku człowiek często jeszcze nie wie, co naprawdę lubi. Nie wie, czy będzie dobrze czuł się w dwurzędówce. Nie wie, czy camelowy płaszcz rzeczywiście będzie pasował do reszty jego garderoby. Nie wie, czy będzie częściej sięgał po długi model, czy jednak po krótsze okrycie. Musi się tego nauczyć. A najlepiej uczy się przez doświadczenie.
Najgorszy płaszcz to niekoniecznie ten tani. Najgorszy jest ten drogi, który przez większość czasu wisi w szafie i czeka na specjalną okazję.
Na segment premium przyjdzie czas, kiedy będziesz już wiedział, czego szukasz. Nie chodzi o to, żeby kupować jak najtaniej. Chodzi o to, żeby rozsądnie wydawać pieniądze. A to dwie zupełnie różne sprawy.
Płaszcz i sneakersy? Dlaczego nie!
Nie lubię traktować elegancji jak zbioru nakazów i zakazów. Dla mnie moda męska powinna być również zabawą. Dlatego nie uważam, że do wełnianego płaszcza można zakładać wyłącznie garnitur i klasyczne skórzane buty. Płaszcz jest trochę jak marynarka. Można go wykorzystać w stylizacji formalnej, ale także świadomie zestawić z mniej eleganckimi ubraniami. Sam noszę płaszcze zarówno do koszul i marynarek, jak i do golfów, chinosów, zamszowych chukków czy sneakersów. Wiele zależy od kolorów, fasonów i proporcji.
Czasami bardziej interesuje mnie harmonia kolorystyczna całej stylizacji niż formalna przynależność poszczególnych elementów garderoby.
Grafitowy płaszcz z czarnym golfem i ciemnymi spodniami? Świetnie.
Camelowa dwurzędówka z prostą czarną koszulką i jeansami? Też może wyglądać bardzo dobrze.
Klasyczny płaszcz ze sneakersami? Dlaczego nie, jeśli buty mają odpowiedni charakter, a całość jest spójna?
Mam zresztą pewną zasadę dotyczącą savoir-vivre i elegancji. Jeśli łamiesz zasady, ponieważ ich nie znasz, łatwo o modową wpadkę. Jeśli jednak znasz je dobrze i świadomie decydujesz się od nich odejść, możesz stworzyć coś naprawdę interesującego.
Różnica między przypadkowym błędem a ekstrawagancją polega często na tym, czy wiesz, co właściwie robisz. Dlatego najpierw poznaj klasyczne zasady. A później baw się nimi, eksperymentuj i buduj własny styl.
Czy elegancki płaszcz nadaje się na polską zimę?
Teraz trochę chłodnej kalkulacji. Dosłownie. Uważam, że klasyczny płaszcz jest świetnym rozwiązaniem na jesień, wiosnę i chłodniejsze dni. Ale podczas naprawdę zimnej zimy, szczególnie jeśli planujemy długo przebywać na zewnątrz, często przegrywa z porządną kurtką. Nie ma sensu tego ukrywać.
Gruby płaszcz wełniany może być bardzo ciepły. Model z ociepleniem, odpowiednim kołnierzem i dodatkowymi warstwami pod spodem potrafi dobrze sprawdzić się zimą. Jednak klasyczna kurtka puchowa, szczególnie techniczna, może zapewnić lepszą ochronę przed mrozem przy mniejszej masie.
Dlatego sam nie próbuję zastępować każdego zimowego okrycia eleganckim płaszczem. Jeśli wybieram się na spotkanie, do pracy albo na kolację, płaszcz jest świetnym wyborem. Jeśli mam spędzić kilka godzin na mrozie, pierwszeństwo dostaje praktyczność. Nie widzę w tym żadnej sprzeczności.
Elegancja ma ułatwiać życie, a nie zmuszać do marznięcia.
A kiedy zaczyna padać?
Podobnie podchodzę do deszczu. Mam grafitowy, dwurzędowy trencz, który bardzo lubię i regularnie noszę. Ale nie traktuję go jak specjalistycznej odzieży przeciwdeszczowej. Zakładam go również w zwykłe, chłodne dni. Kiedy jadę samochodem do pracy albo na spotkanie, nie potrzebuję przecież wyposażenia człowieka wybierającego się na wielogodzinną wyprawę w ulewie.
Trencz zapewnia mi odpowiedni wygląd i pewien poziom ochrony przed pogodą. A jeśli zaczyna naprawdę mocno padać i muszę wyjść z psem? Zakładam kurtkę przeciwdeszczową z kapturem. Bez udawania angielskiego lorda na spacerze po Londynie. Nie mam wówczas potrzeby strojenia się. Chcę przede wszystkim nie zmoknąć.
Z parasolem mam podobnie. Małą składaną parasolkę trzymam w samochodzie. Mogę wrzucić ją do torby, kiedy jest potrzebna. Ale nie traktuję jej jako obowiązkowego dodatku eleganckiego mężczyzny. Dla mnie to rozwiązanie awaryjne. I dokładnie tak samo traktuję funkcję przeciwdeszczową trencza. Niech chroni, kiedy trzeba, ale przede wszystkim niech dobrze wygląda.
Jak dbać o płaszcz, żeby służył przez lata?
Nie robię z pielęgnacji płaszczy wielkiego rytuału. Najważniejsza jest dla mnie ostrożność podczas codziennego użytkowania. Dobry płaszcz nie musi być delikatnym eksponatem, nad którym trzeba się trząść. Ale powinno się traktować go z szacunkiem. Po powrocie do domu odwieszam płaszcz na odpowiedni wieszak, który podtrzymuje ramiona. Nie zostawiam go byle gdzie, nie zgniatam i nie upycham między innymi ubraniami.
Wiele drobnych zabrudzeń udaje mi się usunąć lekko wilgotną ściereczką, o ile pozwala na to rodzaj materiału i zalecenia pielęgnacyjne. Nie każdy płaszcz trzeba przecież natychmiast oddawać do pralni. Oczywiście od czasu do czasu warto skorzystać z profesjonalnego czyszczenia, szczególnie w przypadku jasnych modeli. Mankiety, okolice kołnierza i miejsca narażone na tarcie potrafią z czasem zbierać zabrudzenia lub się mechacić.
Przed sezonem i po jego zakończeniu odświeżam płaszcze parownicą ze szczotką. Pomaga mi to uporządkować włókna i poprawić wygląd materiału. Trzeba jednak pamiętać, że delikatna wełna i kaszmir wymagają odpowiedniego obchodzenia się z temperaturą oraz parą.
Ważna jest również impregnacja. Istnieją bezbarwne preparaty przeznaczone do określonych rodzajów naturalnych tkanin, które mogą ograniczać wnikanie wilgoci i zabrudzeń. Nie oznacza to jednak, że każdy płaszcz należy spryskiwać dowolnym impregnatem. Zawsze warto sprawdzić zalecenia producenta i wcześniej przetestować środek w niewidocznym miejscu.
Właściwa pielęgnacja nie wymaga ani wielkich pieniędzy, ani skomplikowanych rytuałów.
Nie musisz traktować płaszcza jak eksponatu muzealnego. Wystarczy, że nie będziesz traktował go jak szmaty.
Jak wybrać pierwszy płaszcz? Moje trzy najważniejsze zasady
Gdybym miał sprowadzić wszystkie swoje doświadczenia do trzech podstawowych wskazówek, byłyby one następujące.
Po pierwsze: szukaj dobrej tkaniny.
W klasycznym płaszczu wełnianym chciałbym widzieć wełnę jako podstawowy materiał. Nie przekreślam mieszanek i nie uważam, że każdy dodatek syntetyczny oznacza złą jakość. Ale nie kupowałbym płaszcza tylko dlatego, że z daleka przypomina wełniany. Sprawdź skład, dotknij tkaniny i oceń jej wykonanie.
Po drugie: dobierz fason do sylwetki.
Nie kupuj bezkształtnego worka, jeśli chcesz wyglądać elegancko i masz sylwetkę, którą warto podkreślić. Zadbaj o ramiona, linię talii, długość rękawów i swobodę ruchów. Mierz płaszcz z ubraniami, które rzeczywiście zamierzasz pod nim nosić.
Po trzecie: wybierz odpowiednią długość.
W moim przekonaniu najbardziej uniwersalne eleganckie płaszcze męskie kończą się gdzieś między połową uda a okolicą kolan. Bardzo krótkie modele tracą część uroku klasycznego płaszcza. Bardzo długie wymagają natomiast znacznie większego wyczucia stylizacyjnego. Nie traktuj tych wskazówek jak niepodważalnych praw mody. Traktuj je jako dobry punkt wyjścia. Bo ostatecznie płaszcz ma pasować do Ciebie, a nie Ty do płaszcza.
Zamiast kupować drożej, zacznij kupować mądrzej
Lubię dobre ubrania. Lubię marki, które potrafią je świetnie zaprojektować. Potrafię docenić luksusowe materiały, piękny krój i detale, których przeciętny klient może nawet nie zauważyć. Ale nie uważam, że styl wymaga wydawania fortuny.
Camelowa dwurzędówka Bugatti za około 500 zł może okazać się dla konkretnego mężczyzny znacznie lepszym zakupem niż płaszcz premium kosztujący kilka razy więcej. Wszystko zależy od jego sylwetki, potrzeb, pozostałych ubrań i tego, jak zamierza nowy płaszcz nosić. Dlatego zamiast pytać wyłącznie o markę i cenę, proponuję zacząć od czegoś innego. Zastanów się, czego rzeczywiście potrzebujesz. Jaki kolor będzie pasował do Twojej garderoby? Jaką długość lubisz? Czy nosisz marynarki, czy przede wszystkim golfy i koszule? Czy spędzasz większość dnia w samochodzie, czy dużo chodzisz pieszo? I czy wybierasz płaszcz, który będziesz nosił regularnie, czy taki, który pozostanie w szafie na „specjalne okazje”?
W znalezieniu odpowiedzi na takie pytania i wyborze konkretnych ubrań pomagam również w ramach indywidualnego doradztwa. Bo moje podejście nie polega na wskazywaniu najdroższych produktów. Polega na szukaniu jakości, odpowiedniego kroju i rzeczywistej wartości zakupów.
Nie musisz mieć siedmiu płaszczy, tak jak ja. Nie musisz nawet mieć trzech.
Ale jeśli zależy Ci na eleganckiej, dobrze przemyślanej garderobie, naprawdę warto mieć choć jeden. Taki, który będzie pasował do Twojej sylwetki i stylu życia. Taki, po który będziesz sięgał z przyjemnością. Nie dlatego, że akurat wypada. Po prostu dlatego, że świetnie w nim wyglądasz.
